Nasze przeczucia się jednak spełniły. Wiedzieliśmy dokładnie
że tak to może się skończyć.
-Pan Bieber?-Pokiwałem głową na tak.
-Co z moją żoną i dziećmi?-
-Witam doktor Robinson z pana żona jest dobrze jest tylko wykończona.
A co do dzieci? Musieliśmy podjąć decyzję a raczej pańska żona. Jedno z dzieci
niestety ale ….nie żyje przykro mi. Uratowaliśmy tylko jednego syna. Drugi jest
zdrowy teraz będzie leżał w inkubatorze.-W mojej głowie słyszałem tylko jedno „
Jedno z dzieci nie żyje” Musiałem być teraz przy żonie. Wiedziałem że coś złego się stanie.
-Możemy iść do Lilli? Ido mojego syna?
-Do żony jeszcze nie ale do syna oczywiście. Zapraszam za
mną.
Poszliśmy za
lekarzem. Płakaliśmy razem z Dawidem. Gdy wsiedliśmy na salę doktor Bernard bo
tak miał na imię lekarz pokazał na mojego syna. Gdy go zobaczyliśmy od razu
przestaliśmy płakać. Mały gdy leżał miał fajną minę więc i my się uśmiechamy.
Spytałem się czy możemy zrobić zdjęcie małemu zgodził się .Więc weszliśmy na
salę i zrobiliśmy małemu zdjęcie.
Miłoszek.
Był taki słodki. Lekarz powiedział że możemy iść do Lilli
ale mamy jej nie męczyć. Gdy weszliśmy do sli w której leżała Lilli ona płakała. Wiedzieliśmy z czego. Weszliśmy
w głąb pokoju i usiedliśmy koło łóżka. Złapaliśmy z Dawidem ją za rękę niech
wie że jesteśmy przy niej.
-Kazali mi wybierać Justin. Nie miałam wyboru!
Przepraszam.-Dalej płakała. Wiem że ni miała wyboru. I podziwiam ją że w ogóle
podjęłam decyzję bo ja raczej ni mógłbym jej podjąć.
-Skarbie… wiem i nie mam do ciebie pretensji. Kocham
cię i wszystko będzie dobrze. Pokażę ci
zdjęcie małego co ty na to?-pokiwała
głową na tak i pokazałem jej zdjęcia jakie zrobiliśmy. Lilli się rozpłakała i
wzięła mój telefon do ręki.
-Jaki on śliczny! A … jak mu damy na imię?-no właśnie to był
problem bo nie wiem o tym.
-Nie mam zielonego pojęcia.
-A może …Miłosz( czyli na ang. Milosz) . Co ty na
to?-pokiwałem głową na tak. Siedzieliśmy u Lilli jeszcze ogólnie godzinę i gdy
lekarz nas zobaczył wygoniła na i powiedział że ma odpoczywać. Lilli podała
lekarzowi imię dla małego i ten powiedział że zaraz przyjdzie u uzupełnią
papiery małego. My pojechaliśmy do domu bo nic tu po nas i tak nas nie wpuszczą
do niej. Zadzwoniłem do mamy i powiedziałem jej wszystko i się rozpłakała.
Powiedziała że jutro pojedzie ze mną wybrać trumnę ,do księdza i w ogóle pomoże
nam z tym pogrzebem. Nasz syn który zmarł miał na imię Lucas. Gdy byliśmy w
domu była 2 w nocy albo i nad ranem ?! Jak kto woli. Gdy weszliśmy w drzwiach
od razu pojawił się brat Lilli gdy zobaczył że byliśmy smutni wiedział że coś
się stało.
-Jedno z dzieci nie żyje. Lilli musiała podjąć .. decyzję
,które z dzieci ma przeżyć.-Widziałem że Max to bardzo przeżywa.
-Wiedziałem. Mówiłem je by uważała na siebie. Ale ona nie.
Ten ostatni wyścig to był zły pomysł-Jaki wyścig? Wiedziałem że tak z dnia na
dzień nie była by ciąża zagrożona.
-Max jaki wyścig? Ona brała udział?
-Co ?Nie ! Ona nie brała udziału ale miała wytrenować kumpla
swojego i to robiła. I gdy nadszedł dzień wyścigu była tam . –Nie raz mówiłem
jej by nie brała udziału i tam nie chodziła. Ale to nie mogło być przez to bo
lekarz powiedział jasno że to przez nerwy które sam jej dawałem.
tydzień później
Lilli dziś z Miłoszem
wychodzi ze szpitala. Dawid pojechał po nich a ja zostałem w domu z
dzieciakami. Pokój został ostatnio przerobiony. Znowu. Ale i tak bywa . Pogrzeb Lucasa odbędzie się jutro o 12:30 w
po bliższym kościele. Wszystkie spraw związane z ty podjęła się moja mam bo ja
nie dawałem rady. Codziennie odwiedzałem Lilli i małego w szpitalu. Gdy
przychodziłem zastawałem żonę jak płacze. Dzieci w domu dowiedziały się o
śmierci brata i cały czas chodziły smutne i nie chciały się bawić. Niby mają te
4 latka ale wszystko rozumieją. Tak maja cztery latka bo urodziny mają w
kwietni a dziś mamy maj. Dzieciaki zobaczyły auto wujka i pobiegły w ich
stronę. Do domu weszła Lilli i Dawid który trzymał małego w nosidełku. Zabrałem
go i zaniosłem do łóżeczka ale wcześniej
go rozebrałem .Nie chce by przegrzał się w domu bo będzie chory.
Zszedłem na dół i zastałem dzieci które przytulają się do swojej matki. Nie
dziwię im się nie widziały je przez tydzień. Chciałem je zabrać do Lilli ale
lekarz kategorycznie zabronił. Ale za to rozmawiały przez Skaypa codziennie. Siedzieliśmy
tak i oglądaliśmy jakiś film nie wiem nawet co to był za film.
Gdy film a raczej
filmy bo oglądaliśmy chyba z 4 oglądaliśmy , dzieciaki usypiały więc
powiedziałem Lilli że je wykąpie. Chciała mi pomóc ale odmówiłem jej . Wziąłem
na ręce moje kochane maluchy i zaniosłem do naszej sypialni .Tam je rozebrałem
ale wcześniej nalałem wody do wanny i je wsadziłem. Brudne ciuchy dałem do
kosza na brudy który był pełny czyli muszę nastawić pranie. Szybko pobiegłem po
ciuchy dal maluchów i wróciłem. Dzieciaki się myły same lecz chciałem im pomóc.
Gdy się umyły wytarłem je i ubrałem .Dzieciaki poszły do swoich pokoi a ja
włączyłem im bajkę. Wziąłem kosze z
brudnymi ciuchami na dół do pralni. Powybierałem ciemne i jasne wrzuciłem je do
pralek ,wlałem płynu ,proszku i włączyłem je. Gdy to zrobiłem poszedłem na górę
do żony ale jej nie było chłopaki powiedzieli że poszła na górę do sypialni
wykąpać się . Gdy wchodziłem usłyszałem płacz małego więc poszedłem do niego
wziąłem go delikatnie na ręce i poszedłem do sypialni. Gdy znalazł się w moich
rękach przestał płakać tylko się wpatrywał we mnie. W sypialni zastałem żonę
ubraną w leginsy czarne i do tego bokserkę czarną. Zawsze tak się ubiera. Gdy zobaczyła
że ma małego na rękach wzięła go ode mnie i zaczęła karmić ja w tym czasie
przygotowywałem dla małego kąpiel. Gdy ją naszykowałem to wykąpaliśmy wspólnie
małego ubraliśmy go i Lilli zaczęła go usypiać. Więc ja poszedłem pod prysznic.
POV Lilli
Strata? Czy ktoś wie jak to jest stracić osobę którą się
kocha? Którą się nosiło prze 9 miesięcy pod serduszkiem? Chyba nikt nie wie
tego jak to jest. Choć widziałam go tylko raz już tęsknię. Czuję jakby cząstka
mnie umarła. Jakby straciła kogoś kogo kocham i znam wieczność. Gdy wykąpaliśmy
z Jusm małego on poszedł pod prysznic a ja usypiałam małego. Włączyłam se
laptopa i weszłam na twittera. Była tam masa kondolencji od osób które znam
albo i nie. Gdy prasa się dowiedziała że straciliśmy dziecko … już cały świat
się dowiedział o tym. Z tego co mi
wiadomo to nawet wysyłali listy i kwiaty. Życzyli mi nawet powrotu do zdrowia.
Chciałam przeczytać jeden list więc wzięłam go z biurka i wróciłam na łóżko.
Otworzyłam go i zaczęłam czytać.
Droga Lilli
Wiem .. co to
znaczy stracić dziecko. Było to 2 lata temu miały się urodzić bliźniaki. Lekarz
powiedział że mam wybierać obydwoje
dzieci ma przeżyć a ja ma zginąć albo ja
i jedno dziecko przeżyć a drugie zginąć. To była trudna decyzja. W końcu
podjęłam że jedno dziecko ma umrzeć. Gdy mąż się o tym dowiedział myślałam że
będzie zły na mnie że podjęłam taką decyzję bez niego. Ale .. on był szczęśliwy
że choć jedno przeżyło i ja. Gdy syn
stracił życie to cząstka mnie tak jakby
poszła z nim do grobu. I to jest prawda cząstka mnie poszła z nim ale reszta
została. Płakałam ciągle . Stwierdziłam że tak nie może być . Możliwe że
Bóg przyszykował dla nas tak życie by to
się wydarzyło. Może tak miało być. Rok później dowiedziałam się że znowu jestem
w ciąży. To był dla nas szok bo nie
planowaliśmy kolejnego dziecka. Ale
widocznie to była .. tak jakby nagroda za to że… nie poddaliśmy się po stracie
pierwszego dziecka. Więc moja rada dla ciebie to : „Nigdy się nie poddawaj
” i
„Nigdy nie mów nigdy” te ostatnie słowa zapewne znasz. Więc trzymaj się
i .. jakbyś czegoś potrzebowała np. rozmowy porady to pisz i dzwoń poniżej
zostawiam ci namiary na mnie. Życzę ci powrotu
do zdrowia i by twój synek był zdrowy .
Amanda
Drogery
Podała również numer telefonu ,adres gdzie mieszka i to było
niedaleko nas jakieś 30 minut drogi stąd i również adres e-mail. Gdy czytałam
ten list to płakałam. Ta kobieta przeszła przez to samo co ja przechodzę teraz.
Nagle dostałam SMS-A wzięłam telefon i go odblokowała i była wiadomość od Zygi.
Do: Lilli-Angel
Od: Zyguś-szefuś
Hej słyszałem
co się stało…przykro
mi z powodu dziecka. Jutro pojawię
się na pogrzebie. I jeszcze jedno….nie
poddawaj się. Choć
cząstka ciebie odeszła
większa cząstka
została z tobą.
Tą cząstką
są twoje troje dzieci i mąż oraz przyjaciele.
Całusy Zyga :*
I kolejna osoba mi to piszę. Może oni mają rację? Że nie
warto się poddawać i lepiej iść do przodu? Tak mają rację ale zawsze będę
pamiętać i czuć że straciłam dziecko.
Nie mogę się poddać przecież ma
jeszcze trójkę dzieci. Mały zasnął więc przeniosę go do łóżeczka w naszej
sypialni. Jus dalej się kąpał. Co on
robi tam tak długo. Zaczynam się martwić. Podeszłam pod drzwi i nie słyszałam
by leciała woda. Zapukałam kilka razy ale nikt się nie odzywał. Stwierdziłam że
wejdę. Chciałam otworzyć drzwi ale były zamknięte.
-Justin… otworzysz drzwi?-nadal nic , cisza. Teraz to naprawdę zaczynam się martwić. Podeszłam do
łóżka i z szafki wyjęłam nuż. Ta dostałam go od Zygi na 18 urodziny. Utworzyłam
drzwi i gdy weszłam zobaczyłam że Jus siedzi na podłodze a w ręce trzyma
żyletkę. Z nadgarstków leci krew. Na szczęście nie jest głęboko . Wzięłam
ręcznik owinęłam go wokół nadgarstków . I zawołałam Dawida.
-Dawid !!! Dawid choć tu natychmiast!!- zaraz usłyszałam jak
ktoś biegnie po schodach. Gdy wpadł do łazienki zamurowało go.
-Co się stało?-mówił spanikowany. Oj proszę cię jakbyś tego
nigdy nie widział u mnie.
-Jakbyś nie widział podaj mi apteczkę.-podał mi apteczkę ja
ściągałam ręcznik z jego nadgarstków z
apteczki wyciągałam wodę utlenioną i gazy odkaziłam rany na jego nadgarstkach i
opatrzyłam je zawijając na nich na san koniec bandaż. Pomogliśmy mu wstać i
zanieśliśmy go na łóżko. Podziękowałam
Dawidowi i poszedł do swojej sypialni. Ja przykryłam Jusa Kołdrą i poczekałam
aż zaśnie co nie czekałam długo bo zaraz zasnął. Wzięłam swój telefon wyszłam z
nim na balkon i wybrałam numer Scootera. Odebrał po drugim sygnale.
-Hej Lilli co się stało że dzwonisz? Coś się
stało?!-był wesoły. Ale ja muszę mu
popsuć humor.
-Scooter …. Chodzi o Jusa …on..on.. on się pociął. Nie wiem
z jakiego powodu. Nic nie mówił.-Ja płakałam. I naprawdę nie wiem z jakiego
powodu on się pociął.
-Zaraz będę do zobaczenia.-i się rozłączył.
Ja jeszcze
chwilę siedziałam na balkonie i później weszłam do sypialni. Jus dalej spał
więc przybliżyłam się do niego dałam mu buziaka w policzek , przykryła go i
wyszłam z pokoju. Poszłam do kuchni napić się wody. Nalałam sobie do szklanki
soku i wypiłam ją cała jednym duszkiem.
Poszłam do salonu włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać film Amy .
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Scooter. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do
głowy. Wstałam i poszłam otworzyć drzwi.
I miałam rację był to Scooter. Gdy mnie zobaczył nawet nie zastanawiał się
długo tylko mnie przytulił. Staliśmy tak
chwilę później oderwaliśmy się od siebie. Wpuściłam go do domu .
-Mogę go zobaczyć?-pokiwałam głową na tak. Poszliśmy do
sypialni bo tam znajdywał się Jus. Jus leżał taki bezbronny , słaby i taki
słodki. Puźniej wyszliśmy i poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie.
-Jak głębokie są te rany?
-Nie są bardzo głębokie. Są płytkie. Z początku myślałam że będzie gorzej i trzeba
będzie wzywać karetkę ale na szczęście nie trzeba było. Gdyby byli tu
fotoreporterzy to zobaczyli to zaraz by
był szum a tego byśmy chcieli uniknąć prawda?
*
Hej misiaczki!! Jest kolejny rozdział .Mam nadzieje że wam się podoba.Zapraszam do czytania i komentowania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz