Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 10 kwietnia 2016

48....nie żyje przykro mi.



Nasze przeczucia się jednak spełniły. Wiedzieliśmy dokładnie że tak to może się skończyć.
-Pan Bieber?-Pokiwałem głową na tak.
-Co z moją żoną i dziećmi?-
-Witam doktor Robinson z pana żona jest dobrze jest tylko wykończona. A co do dzieci? Musieliśmy podjąć decyzję a raczej pańska żona. Jedno z dzieci niestety ale ….nie żyje przykro mi. Uratowaliśmy tylko jednego syna. Drugi jest zdrowy teraz będzie leżał w inkubatorze.-W mojej głowie słyszałem tylko jedno „ Jedno z dzieci nie żyje” Musiałem być teraz przy żonie. Wiedziałem że coś  złego się stanie.
-Możemy iść do Lilli? Ido mojego syna?
-Do żony jeszcze nie ale do syna oczywiście. Zapraszam za mną.
  Poszliśmy za lekarzem. Płakaliśmy razem z Dawidem. Gdy wsiedliśmy na salę doktor Bernard bo tak miał na imię lekarz pokazał na mojego syna. Gdy go zobaczyliśmy od razu przestaliśmy płakać. Mały gdy leżał miał fajną minę więc i my się uśmiechamy. Spytałem się czy możemy zrobić zdjęcie małemu zgodził się .Więc weszliśmy na salę i zrobiliśmy małemu zdjęcie.Miłoszek.

Był taki słodki. Lekarz powiedział że możemy iść do Lilli ale mamy jej nie męczyć. Gdy weszliśmy do sli w której leżała Lilli  ona płakała. Wiedzieliśmy z czego. Weszliśmy w głąb pokoju i usiedliśmy koło łóżka. Złapaliśmy z Dawidem ją za rękę niech wie że jesteśmy przy niej.
-Kazali mi wybierać Justin. Nie miałam wyboru! Przepraszam.-Dalej płakała. Wiem że ni miała wyboru. I podziwiam ją że w ogóle podjęłam decyzję bo ja raczej ni mógłbym jej podjąć.
-Skarbie… wiem i nie mam do ciebie pretensji. Kocham cię  i wszystko będzie dobrze. Pokażę ci zdjęcie małego  co ty na to?-pokiwała głową na tak i pokazałem jej zdjęcia jakie zrobiliśmy. Lilli się rozpłakała i wzięła mój telefon do ręki.
-Jaki on śliczny! A … jak mu damy na imię?-no właśnie to był problem bo nie wiem o tym.
-Nie mam zielonego pojęcia.
-A może …Miłosz( czyli na ang. Milosz) . Co ty na to?-pokiwałem głową na tak. Siedzieliśmy u Lilli jeszcze ogólnie godzinę i gdy lekarz nas zobaczył wygoniła na i powiedział że ma odpoczywać. Lilli podała lekarzowi imię dla małego i ten powiedział że zaraz przyjdzie u uzupełnią papiery małego. My pojechaliśmy do domu bo nic tu po nas i tak nas nie wpuszczą do niej. Zadzwoniłem do mamy i powiedziałem jej wszystko i się rozpłakała. Powiedziała że jutro pojedzie ze mną wybrać trumnę ,do księdza i w ogóle pomoże nam z tym pogrzebem. Nasz syn który zmarł miał na imię Lucas. Gdy byliśmy w domu była 2 w nocy albo i nad ranem ?! Jak kto woli. Gdy weszliśmy w drzwiach od razu pojawił się brat Lilli gdy zobaczył że byliśmy smutni wiedział że coś się stało.
-Jedno z dzieci nie żyje. Lilli musiała podjąć .. decyzję ,które z dzieci ma przeżyć.-Widziałem że Max to bardzo przeżywa.
-Wiedziałem. Mówiłem je by uważała na siebie. Ale ona nie. Ten ostatni wyścig to był zły pomysł-Jaki wyścig? Wiedziałem że tak z dnia na dzień nie była by ciąża zagrożona.
-Max jaki wyścig? Ona brała udział?
-Co ?Nie ! Ona nie brała udziału ale miała wytrenować kumpla swojego i to robiła. I gdy nadszedł dzień wyścigu była tam . –Nie raz mówiłem jej by nie brała udziału i tam nie chodziła. Ale to nie mogło być przez to bo lekarz powiedział jasno że to przez nerwy które sam jej dawałem.
tydzień później
 Lilli dziś z Miłoszem wychodzi ze szpitala. Dawid pojechał po nich a ja zostałem w domu z dzieciakami. Pokój został ostatnio przerobiony. Znowu. Ale i tak bywa .   Pogrzeb Lucasa odbędzie się jutro o 12:30 w po bliższym kościele. Wszystkie spraw związane z ty podjęła się moja mam bo ja nie dawałem rady. Codziennie odwiedzałem Lilli i małego w szpitalu. Gdy przychodziłem zastawałem żonę jak płacze. Dzieci w domu dowiedziały się o śmierci brata i cały czas chodziły smutne i nie chciały się bawić. Niby mają te 4 latka ale wszystko rozumieją. Tak maja cztery latka bo urodziny mają w kwietni a dziś mamy maj. Dzieciaki zobaczyły auto wujka i pobiegły w ich stronę. Do domu weszła Lilli i Dawid który trzymał małego w nosidełku. Zabrałem go i zaniosłem do łóżeczka ale wcześniej  go rozebrałem .Nie chce by przegrzał się w domu bo będzie chory. Zszedłem na dół i zastałem dzieci które przytulają się do swojej matki. Nie dziwię im się nie widziały je przez tydzień. Chciałem je zabrać do Lilli ale lekarz kategorycznie zabronił. Ale za to rozmawiały przez Skaypa codziennie. Siedzieliśmy tak i oglądaliśmy jakiś film nie wiem nawet co to był za film.
  Gdy film a raczej filmy bo oglądaliśmy chyba z 4 oglądaliśmy , dzieciaki usypiały więc powiedziałem Lilli że je wykąpie. Chciała mi pomóc ale odmówiłem jej . Wziąłem na ręce moje kochane maluchy i zaniosłem do naszej sypialni .Tam je rozebrałem ale wcześniej nalałem wody do wanny i je wsadziłem. Brudne ciuchy dałem do kosza na brudy który był pełny czyli muszę nastawić pranie. Szybko pobiegłem po ciuchy dal maluchów i wróciłem. Dzieciaki się myły same lecz chciałem im pomóc. Gdy się umyły wytarłem je i ubrałem .Dzieciaki poszły do swoich pokoi a ja włączyłem im bajkę. Wziąłem  kosze z brudnymi ciuchami na dół do pralni. Powybierałem ciemne i jasne wrzuciłem je do pralek ,wlałem płynu ,proszku i włączyłem je. Gdy to zrobiłem poszedłem na górę do żony ale jej nie było chłopaki powiedzieli że poszła na górę do sypialni wykąpać się . Gdy wchodziłem usłyszałem płacz małego więc poszedłem do niego wziąłem go delikatnie na ręce i poszedłem do sypialni. Gdy znalazł się w moich rękach przestał płakać tylko się wpatrywał we mnie. W sypialni zastałem żonę ubraną w leginsy czarne i do tego bokserkę czarną. Zawsze tak się ubiera. Gdy zobaczyła że ma małego na rękach wzięła go ode mnie i zaczęła karmić ja w tym czasie przygotowywałem dla małego kąpiel. Gdy ją naszykowałem to wykąpaliśmy wspólnie małego ubraliśmy go i Lilli zaczęła go usypiać. Więc ja poszedłem pod prysznic.

POV Lilli

Strata? Czy ktoś wie jak to jest stracić osobę którą się kocha? Którą się nosiło prze 9 miesięcy pod serduszkiem? Chyba nikt nie wie tego jak to jest. Choć widziałam go tylko raz już tęsknię. Czuję jakby cząstka mnie umarła. Jakby straciła kogoś kogo kocham i znam wieczność. Gdy wykąpaliśmy z Jusm małego on poszedł pod prysznic a ja usypiałam małego. Włączyłam se laptopa i weszłam na twittera. Była tam masa kondolencji od osób które znam albo i nie. Gdy prasa się dowiedziała że straciliśmy dziecko … już cały świat się  dowiedział o tym. Z tego co mi wiadomo to nawet wysyłali listy i kwiaty. Życzyli mi nawet powrotu do zdrowia. Chciałam przeczytać jeden list więc wzięłam go z biurka i wróciłam na łóżko. Otworzyłam go i zaczęłam czytać.
   Droga Lilli
             Wiem .. co to znaczy stracić dziecko. Było to 2 lata temu miały się urodzić bliźniaki. Lekarz powiedział że mam wybierać  obydwoje dzieci  ma przeżyć a ja ma zginąć albo ja i jedno dziecko przeżyć a drugie zginąć. To była trudna decyzja. W końcu podjęłam że jedno dziecko ma umrzeć. Gdy mąż się o tym dowiedział myślałam że będzie zły na mnie że podjęłam taką decyzję bez niego. Ale .. on był szczęśliwy że choć jedno przeżyło i ja. Gdy  syn stracił życie  to cząstka mnie tak jakby poszła z nim do grobu. I to jest prawda cząstka mnie poszła z nim ale reszta została. Płakałam ciągle . Stwierdziłam że tak nie może być . Możliwe że Bóg  przyszykował dla nas tak życie by to się wydarzyło. Może tak miało być. Rok później dowiedziałam się że znowu jestem w ciąży.  To był dla nas szok bo nie planowaliśmy kolejnego dziecka.  Ale widocznie to była .. tak jakby nagroda za to że… nie poddaliśmy się po stracie pierwszego dziecka. Więc moja rada dla ciebie to : „Nigdy się nie poddawaj ”  i  „Nigdy nie mów nigdy” te ostatnie słowa zapewne znasz. Więc trzymaj się i .. jakbyś czegoś potrzebowała np. rozmowy porady to pisz i dzwoń poniżej zostawiam ci namiary na mnie. Życzę ci powrotu  do zdrowia i by twój synek był zdrowy .
                                                                                                                         Amanda  Drogery

Podała również numer telefonu ,adres gdzie mieszka i to było niedaleko nas jakieś 30 minut drogi stąd i również adres e-mail. Gdy czytałam ten list to płakałam. Ta kobieta przeszła przez to samo co ja przechodzę teraz. Nagle dostałam SMS-A wzięłam telefon i go odblokowała i była wiadomość od Zygi.
  Do: Lilli-Angel
Od: Zyguś-szefuś
   Hej słyszałem co się stało…przykro mi z powodu dziecka. Jutro pojawię się na pogrzebie. I jeszcze jedno….nie poddawaj się.  Choć cząstka ciebie odeszła większa cząstka została z tobą. Tą cząstką są twoje troje dzieci i mąż oraz przyjaciele.
    Całusy Zyga :*
I kolejna osoba mi to piszę. Może oni mają rację? Że nie warto się poddawać i lepiej iść do przodu? Tak mają rację ale zawsze będę pamiętać i czuć że straciłam dziecko.  Nie mogę się poddać  przecież ma jeszcze trójkę dzieci. Mały zasnął więc przeniosę go do łóżeczka w naszej sypialni.  Jus dalej się kąpał. Co on robi tam tak długo. Zaczynam się martwić. Podeszłam pod drzwi i nie słyszałam by leciała woda. Zapukałam kilka razy ale nikt się nie odzywał. Stwierdziłam że wejdę. Chciałam otworzyć drzwi ale były zamknięte.
-Justin… otworzysz drzwi?-nadal nic , cisza. Teraz to  naprawdę zaczynam się martwić. Podeszłam do łóżka i z szafki wyjęłam nuż. Ta dostałam go od Zygi na 18 urodziny. Utworzyłam drzwi i gdy weszłam zobaczyłam że Jus siedzi na podłodze a w ręce trzyma żyletkę. Z nadgarstków leci krew. Na szczęście nie jest głęboko . Wzięłam ręcznik owinęłam go wokół nadgarstków . I zawołałam Dawida.
-Dawid !!! Dawid choć tu natychmiast!!- zaraz usłyszałam jak ktoś biegnie po schodach. Gdy wpadł do łazienki zamurowało go.
-Co się stało?-mówił spanikowany. Oj proszę cię jakbyś tego nigdy nie widział u mnie.
-Jakbyś nie widział podaj mi apteczkę.-podał mi apteczkę ja ściągałam ręcznik z jego nadgarstków  z apteczki wyciągałam wodę utlenioną i gazy odkaziłam rany na jego nadgarstkach i opatrzyłam je zawijając na nich na san koniec bandaż. Pomogliśmy mu wstać i zanieśliśmy go na łóżko.  Podziękowałam Dawidowi i poszedł do swojej sypialni. Ja przykryłam Jusa Kołdrą  i poczekałam aż zaśnie co nie czekałam długo bo zaraz zasnął. Wzięłam swój telefon wyszłam z nim na balkon i wybrałam numer Scootera. Odebrał po drugim sygnale.
-Hej Lilli co się stało że dzwonisz? Coś się stało?!-był  wesoły. Ale ja muszę mu popsuć humor.
-Scooter …. Chodzi o Jusa …on..on.. on się pociął. Nie wiem z jakiego powodu. Nic nie mówił.-Ja płakałam. I naprawdę nie wiem z jakiego powodu on się pociął.
-Zaraz będę do zobaczenia.-i się rozłączył.
        Ja jeszcze chwilę siedziałam na balkonie i później weszłam do sypialni. Jus dalej spał więc przybliżyłam się do niego dałam mu buziaka w policzek , przykryła go i wyszłam z pokoju. Poszłam do kuchni napić się wody. Nalałam sobie do szklanki soku i wypiłam ją cała jednym duszkiem.  Poszłam do salonu włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać film Amy . Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Scooter. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy.  Wstałam i poszłam otworzyć drzwi. I miałam rację był to Scooter. Gdy mnie zobaczył nawet nie zastanawiał się długo tylko mnie przytulił.  Staliśmy tak chwilę później oderwaliśmy się od siebie. Wpuściłam go do domu .
-Mogę go zobaczyć?-pokiwałam głową na tak. Poszliśmy do sypialni bo tam znajdywał się Jus. Jus leżał taki bezbronny , słaby i taki słodki. Puźniej wyszliśmy i poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie.
-Jak głębokie są te rany?
-Nie są bardzo głębokie. Są płytkie.  Z początku myślałam że będzie gorzej i trzeba będzie wzywać karetkę ale na szczęście nie trzeba było. Gdyby byli tu fotoreporterzy   to zobaczyli to zaraz by był szum a tego byśmy chcieli uniknąć prawda?
 
                                                                        *
Hej misiaczki!!  Jest kolejny rozdział .Mam nadzieje że wam się podoba.Zapraszam do czytania i komentowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz