POV Lilli
-Zawsze byłaś taka sama.
-Jaka ?
-Zawsze mówiłaś że ktoś kiedyś poniesie karę za to co zrobił bez względy na to ile
siedział cicho i nic nie mówił na ten temat.
-Bo to jest prawda.
-Czyli ja też poniosę karę za to co było kiedyś ?
-Ty ją raczej już poniosłeś.
-Ta… to prawda.
- Mieszkasz tu ?
-Tak ale przeprowadzam się .
-Gdzie?
-Do Los Angeles .
-Żartujesz?
-Nie mówię serio.
-Wiesz że to wszystko tak i tak nie cofnie czasu.
-Wiem . Ale to nie moja wian że wtedy straciłaś dziecko.
-To było nasze dziecko .
Twoje i moje. A straciłam je dlatego że…
-Że się denerwowałaś . Prze zemnie.
-Nie Przez moją
głupotę. Ty mi mówiłeś że wszystko w porządku a ja ci nie wierzyła.
-Dobra może przestańmy.
-Ta masz racje . Może się to skończyć źle.
-Dalej jesteś w The Strit ?
-Tak a czemu pytasz ?
-Nie boisz się o dzieci ?
- Boje ale.. do puki
są ze mną , moimi znajomymi i ochroniarzami to nie mam się co bać.
- Podwójna strata boli jeszcze bardzie niż jednego prawda ?
Do tego dochodzą rodzice a raczej matka twoja.
-Oczywiście że boli i to bardzo … ale nie ma co się
załamywać.
-Masz rację.
- Mogę..
W tym momencie
zadzwonił mój telefon. Wkurzona wyciągłam i nawet nie popatrzałam na
wyświetlacz kto dzwoni odebrałam .
-Skarbie przepraszam że dzwonię ale …… ej Tomek złaź ze stołu …. Ale nie daję
se rady z dziećmi . Pomożesz mi ?
-słyszałam dźwięk tłuczonego szkła. I płacz dziecka.
-Justin co tam się dzieję !! Halo słyszysz mnie? Justin !
Justin !! –połączenia zakończone.
-Wszystko w porządku ?
-Nie … muszę wracać do domu nie wiem co tam się dzieje.
Słyszałam jak płacze dziecko i coś się tłucze. Przepraszam cię ale muszę
lecieć- spakowałam szybko laptopa ,z portfela wyciągłam należną kwotę z
napiwkiem . Wstałam i zaczęła zbierać moje rzeczy.
- Okej tu masz mój nowy numer. Jak coś to dzwoń. Jak byś
chciała się spotkać ,pogadać …cokolwiek.
-Dzięki. Nathan .. to
nie jest tak że cię nie kocham …ja po prostu … mam męża którego kocham , dzieci
…rozumiesz ?
-Wiem i … ja na nic innego ni myślałem tylko na przyjaźń.
- Dzięki i jeśli zrobiłam ci jaką kolwiek nadzieję to
przepraszam.
-Od początku nie robiłaś mi nadziei. A teraz leć do domu bo ci się tam pozabijają
i jak coś to dzwoń obojętnie o jakiej porze. W LA bd za tydzień. Trzymaj się i dzwoń.
-Jasne i dzięki za spotkanie takie …miłe. Do zobaczenia w
LA.
Przytuliłam go na
pożegnanie i dałam całusa w policzek wzięłam torebkę i laptopa i poszłam do
samochodu. Z torebki wyciąg-łam kluczyki otworzyłam drzwi i weszłam. Rzeczy
dałam na siedzenie obok. Wyciąg-łam telefon i od razu napisałam SMS-A do Nathana
.
Do: Nathan <3
Dzięki za
niespodziewane , miłe spotkanie i do zobaczenia za niedługo .
Twoja Lilli
I wysłane. Zapisałam jeszcze tylko numer i gotowe. Odpaliłam
samochód i ruszyłam w stronę domu. Mam
nadzieję że nie zabiją mnie na wejściu. Gdy dojechałam pod dom szybko wysiadłam i
poszłam do domu. Na podwórku było słychać krzyki, piski i wrzaski. Nie wiem co
mam robić. Czy wyciągnąć broń czy nie. Zdecydowałam że lepiej jak wejdę bez
niej. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
Dzieciaki latały na golasa po całym domu ,Justin leżał na podłodze , a Miłosz spał w łóżeczku. On to umie przespać całą niezłą zabawę. Poszłam do kuchni nalałam do szklanki zimnej
wody , poszłam i wylałam ją na twarz męża. Ten zerwał się jak poparzony.
-Jesteś. Kochanie to mnie przerasta. Pomocy.
-Jak zwykle. Ciamajda z ciebie.
Odeszłam od niego i
poszłam złapać dzieci które biegały na golasa.
Gdy mnie zobaczyły stały się potulne jak baranki i przestały biegać. Złapałem te dwa bachory moje i Jus wziąłem je
na ręce i kazałam mu je wykąpać. Ja w tym czasie ogarnę bałagan w salonie. Gdy posprzątałam na dół schodziły dzieci z
tatą.
-Mamo …. Możemy pooglądać bajki ?
-A śniadanie zjedzone albo obiad ?
-Tiak tata dał nam ciastka.-spojrzałam złowrogo na męża i
widać było że był nie z zadowolony że dzieci powiedziały mi o tym.
-Żartujesz sobie Jus . Ciastka na śniadanie ? Ja nie mam
zamiaru jeździć po szpitalach. Oni nie
mogą jeść słodyczy na śniadanie ,obiad ,kolacje. Ja się sporo najeździłam po szpitalach z nimi
z tego typu rzeczy.
-Przepraszam.
-Mam w dupie to twoje przepraszam. Po prostu nie dawaj im a unikniemy tego typu
rzeczy.
-Idźcie oglądać bajki a ja zaraz wam przyniosę warzywa i
owoce. I jeśli ich nie zjecie to więcej bajek nie oglądniecie.
-Ale mamo !!
-Nie ma mamo.
Dzieci poszyły
oglądać bajki a ja wzięłam się za szykowanie owoców i warzyw. Obrałam marchewki
umyłam je i dałam na talerzyk. Później wzięłam jabłko ,banan, kiwi, gruszka
obrałam i pokroiłam i też dałam na talerz.
Gotowe zaniosłam dzieciom. Talerzyk położyłam im na stoliku. A sama usiadłam na
fotelu. Poczekam aż jedzą i w
tedy pójdę. Pierw zjadły po jednym owocu
ze wszystkich. A marchewki nie
ruszyli. Po długiej chwili zjedli
wszystkie owoce i wzięli po kawałku marchwi. Trzymali ją w rączkach i się jej
przyglądali. To na marchew to na mnie.
W końcu ugryźli kawałek. Chyba im posmakowało bo w trymiga zjedli
całą . Gdy talerz był pusty wzięłam go i
poszłam z nim do kuchni. Umyłam go i dałam do zmywarki. Przypomniało mi się że w samochodzie mam
jeszcze zakupy moje . Wyszłam szybko z
domu do samochodu wyciągłam zakupy oraz
swojego laptopa jeszcze. Weszłam z
zakupami do domu i później do salonu. Torby dałam na fotel w którym siedziałam wcześniej. Wyciągnęłam laptopa z torby i go włączyłam. Z
torby wyciągłam ubranka dla dzieci. Pierw przeglądałam małej .
-Bella skarbie choć no do mamusi. Musimy coś przymierzyć.
-Jaśne –podeszła do mnie ściągnęłam jej ubranka i założyłam
te co kupiłam. Wyglądałam ślicznie. A w
szczególności w tej sukience. Gdy
poprzymierzałam wszystko zawołałam Małego.
-Tomek choć mamy coś do przymierzenia.
-Nie moźemy później ?
-Nie twoja siostra
nie miała problemu z tym więc ty też nie będziesz miał , szybko nam pójdzie
obiecuję .
-Dobja.
Przyszedł a raczej
się przywlekł ,gdy się uderzył ubrałam
mu spodnie i gdy chciałam założyć koszulkę zauważyłam na jego plecach jakieś
siniaki. Nie wiem skon d się one wzięły bo nie przypominam
se by upadła albo się uderzył. No chyba że dziś jak wariowali. Spytam się
później męża czy coś wie. Przymierzyłam
mu wszystkie ubrani i były dobra i niektóre za duże o rozmiar. Gdy skończyliśmy ubrał się szybko i poszedł
oglądać dalej bajki. Pozbierałam ciuchy i zaniosłam je na górę do sypialni. Gdy
schodziłam słyszałam jak płacze Miłosz więc
gdy dotarłam do niego wzięłam go na
przewijak przewinęłam ,ubrałam i nakarmiłam. Później wzięłam wózek wsadziłam
tam syna i poszliśmy na podwórko. Gdy
wyszliśmy siedzieli tam wszyscy nasi znajomi.
Gdy zobaczył mnie Dawid panowała
w nim złość . Ale nie wiem czemu.
Usiadłam na ławce a wózek postawiłam koło siebie. Wszyscy patrzyli się na mnie
złowrogo , nie mogłam tego wytrzymać.
Nie wiem o co im chodzi ,co im zrobiłam.
Wstałam wzięłam wózek ,weszłam do domu i poszłam do kuchni. Zrobiłam se
kawę do kubka termicznego. W między
czasie do wózka wsadziłam telefon słuchawki, koc, jakieś rzeczy dla małego na przebranie i
czyste pieluszki ,chusteczki i takie tam .
Wzięłam nawet gitarę mój
zeszyt. Gotowa wyszłam z domu nie mówiąc
nikomu ani słowa. Szłam w nieznaną mi stronę.
Szłam tak chyba z godzinę aż zobaczyłam plażę. Ściągnęłam buty i weszłam na plaże. Szłam brzegiem morza i w końcu się zatrzymałam i popatrzałam na może. Było piękne . Poszłam
trochę dalej i rozścieliłam koc małego wyciągnęłam z wózka i położyłam go na
kocu. Siedzieliśmy tam chyba już dwie
godziny a ja nie miałam zamiaru wracać do nich.
-Cześć znowu się
spotykamy .-usłyszałam znany mi głos. Gdy się odwróciłam miałam rację była tam
Nethan.
-Hej , co ty tu
robisz ? -Ten usiadł koło mnie i odwrócił się w moją stronę.
- Jestem na plaży całkiem sam lecz nie teraz z piękną dziewczyną i mały
dzieckiem.
- Jesteś śmieszny ale i uroczy jak dawniej.
-Dzięki. A tak w
ogóle to jak sobie radzisz z 3 dzieckiem i stratą drugiego ?
-Jest ciężko nie powiem. A po tym co było kiedyś wiem że nie
powinnam się załamywać. Bo to może się
źle skończyć. Dobrze pamiętam co było kiedyś po stracie dziecka naszego .
-Też to
pamiętam .
Hej kochani wreszcie znalazłam gdzie leży problem i już to naprawiłam ! Zapraszam do czytania i mile widziane komentarze !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz