Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 11 września 2016

70. Zawsze pierw rozmawiał a jak nie podziałało dochodziło do rękoczynów a na sam koniec do śmierci.



Gdy obudziłam się rano na łóżku chodził Miłoszek. Pierwsze pytanie co on tu robi ?! Podniosłam się na rękach i usiadłam . Mały mi się przyglądała ja jemu. Miał takie słodkie oczka jak jego tatuś. Wzięłam i go nakarmiłam i zeszłam  z nim na dół. Było pusto . W całym domu.  Poszłam do kuchni i była tam kartka .
     Skarbie
         Wszystkich wywiało z domu nawet dzieciaki ale został Miłoszek. Mam nadzieję że nie jesteś zła na mnie . W lodówce są naleśniki. Wrócimy wieczorem.
                                                                                                                 Justin i reszta :*

Zaśmiałam się i małego dałam do wózka i poszłam do kuchni ( razem z wózkiem oczywiście ) wyjęłam z lodówki naleśniki i do szklanki nalałam se soku z pomarańczy.  Konsumowałam śniadanie i popiłam je sokiem. Później umyłam naczynia po sobie i poszłam się ubrać razem z małym. Założyłam mu  body z długim rękawem i rajtuzy . Tak i tak nigdzie nie wychodzimy bynajmniej nie mam tego  w planie.  Ja założyłam spódniczkę  czarną skurzaną  przed kolano , czarne rajstopki z za kolanówkami do tego białą bokserkę i koszulę dżinsową  a buty na koturnie czarne i z tyłu mają ćwieki. Pomalowałam się delikatnie i  byłam gotowa.  Mały się bawił na podłodze a ja sprzątałam w szafie małego bo nic nie można znaleźć. Wszystkie ciuszki małego wyrzuciłam na podłogę i odrzuciłam te co były naprawdę małe odstawiłam  na bok  a te co były dobre albo za duże dałam do szafki ale na oddzielne półki.  Gdy skończyłam mały zasnął na podłodze.  Przykryłam go kocem  i  poszłam na dół.  ( Mały w pokoju ma pusty basen i on się w nim znajduje  tam są również zabawki ). Postanowiłam zrobić obiad .
POV Chaz Sommers
-Chłopaki nudzi mi się co robimy ?!-spytałem Rayana i Christiana . Oni spojrzeli na mnie i pokiwali głową.
-Nie wiem  ale strasznie mi się nudzi co proponujecie ?
-Ja tam bym poszedł odwiedzić nasz kochaną Lilli dawno nie byliśmy u nich .
-To jest już coś .
-To idziemy się ogarnąć i idziemy do nich .
POV Lilli
Gdy zrobiłam obiad poszłam zobaczyć co roi mały. Weszłam po cichu a ten bawił się  . Wzięłam go na ręce i przebrałam i zeszłam na dół. Po drodze usłyszałam dzwonek do drzwi więc poszłam otworzyć i zastałam tam Chaza, Rayana i Christiana. Przywitałam się z nimi i zaprosiłam ich do salonu.
-To co chłopcy może chcecie obiad co ?! Zrobiłam za dużo a jestem sama w domu .
-Pewnie dawaj małego i możesz szykować.
-Proszę bardzo.-podałam im Miłoszka i poszłam do kuchni. Pierogi dałam do miski i zaniosłam do jadalni poukładałam również talerze i sztućce  sok i szklanki i zawołałam ich na obiad.
-Chłopcy chodźcie na obiad !!
-Już idziemy mamo !!
Zaczęłam się śmiać z tego że powiedzieli do mnie mamo.  Gdy weszli oczy wyleciały im z orbity .
-Pierogi !!! Kocham pierogi kocham kocham kocham !!!
-Z czym one są !?
-Ze szpinakiem smacznego .
-Ej a ja myślałem że ruskie ?!Nigdy takich nie jadłem nie zatruję się tym ? Będę zdrowszy ? Mądrzejszy?  Silniejszy ?  Jakie są tego skutki uboczne ?!
- Ogarnij się nic ci po nich nie będzie no może trochę zmądrzejesz i przybierzesz na masie oraz przy pakujesz.
-No ja zabieram się za jedzenie . –zaśmiałam się pod nosem  i zaczęłam wcinać moje pierożki. Wyszły super. Gdy wszyscy zjedliśmy chłopcy zanieśli talerze do kuchni i wstawili je do zmywarki .Później zasiedliśmy przy stole gaworząc sobie i plotkując na różne tematy.
-Ej Lilli –spojrzałam na Chaza –Bo jest jedna mała prośba ?
-Zamieniam się w słuch ?
-Zrobiła byś nam pierogi na zapas ?! Są zarąbistą .-zaczęłam się śmiać z niego .
-Pewnie kupcie tylko ser  i szpinak .
-Okej to kupię jutro i przyjdę i pomogę ci zrobić jasne ?
-Okej . Trzymam cię za słowo.
-Ej tak właściwie  to czemu tu jest tak cicho ? Aż za cicho .
-Jestem z małym sama w domu.  Resztę gdzieś wywiało. To już któryś raz  z kolei i zaczynam się martwić.
-Nie dziwię ci się. Też bym zaczął się martwić gdyby mi żona zabierała dzieci z domu i wracała wieczorami i nie powie gdzie byli i co robili.
-O tuż to. Ja widzę je jedynie wieczorem. Nie wiem co robią, gdzie są i czy im nic nie zagraża.
-Ej a gdzie słodziak ? Dawno go nie widziałem ?!
-Gdzieś śpi !? W domu ale gdzie to nie wiem.
-Słodziak !! Do nogi !-zagwizdał i zaraz zjawił się piesek.
-Jaki ty duży już ! I słodki jeszcze bardziej.
-Ej nie molestuj mi psa !! Później będzie miał koszmary w nocy i będzie wył.
 -Poradzisz se.
-Skoro tak to może podrzucę ci syna na tydzień co ? Ciekawe czy wytrzymasz.
-Spoko .
-Serio ?
-No pewnie to kiedy mogę go wziąć ?
-Jak przyjadą . Tylko byś mi nie dzwonił po nocach że dziecko nie chce spać.
-Nie będzie takiej potrzeby.
-Zobaczymy.
    Pogadaliśmy jeszcze chwilę i chłopaki poszli a ja zostałam sama z Miłoszkiem. Niemiałam co robić więc pomyślałam że wezmę psa i małego na spacer. Poszłam ubrać małego psu założyłam obrożę i smycz. Na siebie zarzuciłam  tylko jakiś sweter i wyszliśmy. Zamknęłam drzwi wejściowe i klucze wsadziłam do kieszonki w wózku, dałam tam również telefon i portfel i poszliśmy w stronę parku. Gdy dotarliśmy usiedliśmy koło fontanny  . Słodziak położył się koło mnie i odpoczywał. Ależ się zmęczył psie ,jakbyś przebiegł maraton.  Siedzieliśmy se w ciszy bo mały zasnął po drodze a pies … zasnął również.  Daleko biegały dzieci i się bawiły ,puszczały latawce  różnego kształtu .Nagle ktoś próbował się do mnie dodzwonić nie chciało mi się szukać telefonu ale jak nie odbiorę raz to będzie się ktoś dobijał do mnie na okrągło. Gdy połączenie zakończono zaraz znowu rozległ się dźwięk sygnału więc wyciągłam telefon  i odebrałam nie zaglądając kto dzwoni.
-Hallo ?
-Hej możemy się spotkać ?
-Jasne ale gdzie i kiedy ?
-Możesz teraz ?
-Pewnie ale jestem w parku niedaleko naszego domu .
-A kurat jestem nie daleko więc zaraz będę.
-Okej jestem koło fontanny jak co .
-Ale tam jest  kilka fontanny ! Szczegóły jakieś ?!
-Poradzisz se . Pa !!-i się szybko rozłączyłam. Telefon dałam do  wózka i rozglądałam się za Alanem . Po jakiś 30 minutach zauważyłam go. Szedł trochę wkurzony  w moją stronę. Na głowie miał kaptur ale zauważyłam że pod lewym okiem ma limo. To nie wróży dobrze. Koło niego szedł jeszcze jakiś jeden facet ale nie wiem kto bo też miał kaptur na głowie. Był ciut wyższy od niego.
-Hej  co ci się stało ?
-No właśnie bo my z tym do ciebie. –Obydwoje ściągnęli kaptury i tą drugą osobom okazał się Brad. Gdy go zobaczyłam mało nie zemdlałam. On tak samo miał podbite oko ale prawe. Rozcięty łuk brwiowy, warga kilka zadrapań na twarzy.
-Może chodźmy do domu .Nie będziemy gadać tu o takich sprawach .-pokiwali głową na tak ja wstałam i pies natychmiast się obudził. Chłopaki cofnęli się o parę kroków wstecz. Czyżby bali się psa?
-Od kiedy ty masz pas ?!-powiedział przerażony.
-Od niedawna ,dostałam od kumpli.
-Nie będę wchodził jakich i skąd ich znasz.
   Poszliśmy do domu  ja wzięłam wózek z małym a chłopaki psa. Szli dość daleko od niego . Gdy byliśmy pod domem wyjęłam kluczyk otworzyłam drzwi chłopaki wprowadzili wózek z małym i psa. Ja zamknęłam drzwi frontowe i zaczęłam rozbierać małego powoli by go nie obudzić. Gdy go rozebrałam odpięłam psu obroże ze smyczą i puściłam .Ten od razu poszedł do wody i jedzenia.
-Chcecie coś do jedzenia lub picia ?
-Może coś do picia.- Z lodówki wyjęłam wodę  i sok postawiłam w kuchni na blacie wyjęłam szklanki i też postawiłam na blacie. Chłopaki od razu nalali se picia i zrobili dwa łyki i dołożyli szklanki na bok i usiedli na krzesełkach barowych. Ja również usiadłam  na jednym  z nich i przybliżyłam do siebie wózek z małym.
-Dobra to opowiadajcie co się stało. Ale wszystko po kolei. Ze szczegółami.
-Zyga wezwał nas do siebie . Nie wiedzieliśmy o co mu chodzi bo nic nam wcześniej nie mówił że będzie „coś ” do roboty. No to poszliśmy tam do niego do biura a tu ni stąd ni z owąt zaczęli nas bić jego ochroniarze. Byliśmy w szoku bo nie wiedzieliśmy za co to . Nie spieprzyliśmy żadnej sprawy ostatnio, byliśmy na każde jego zawołanie. Porozwoziliśmy wszystki towar co do jednego. –byłam mega zdziwiona zachowaniem mojego współpracownika. Nigdy tak się nie zachowywał . Bynajmniej pierw mówił a później jak nie podziałało przechodził do rękoczynów.
-Pogadam z nim. To jest jak dla mnie wielki szok bo nigdy nie przechodził do rękoczynów bez powodu. Zawsze pierw rozmawiał a jak nie podziałało dochodziło do rękoczynów a na sam koniec do śmierci. Zadzwonię do niego i zobaczymy co da się z  tym zrobić.
-Dzięki.



Hejka wiem że przez ostatni czas nic nie było dodawane ale miałam problem z komputerem ponieważ kupiłam nowy i tam nie miałam programu by odtworzyć to co chcę więc musiałam kąbinwać ale to mały szczegół dziś się pojawią dwa rozdziały !!! Zapraszam do czytania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz